W dwóch zadaniach

Żeby technologiczna oligarchia nie pożarła nas i naszych dzieci musimy stać się prawdziwymi stalowymi szczurami: być czujnymi i podejrzliwymi realistami, odważnie narzucać własne reguły gry i wyprzedzać ich ruchy, pomagać sobie nawzajem. Musimy, bez kompromisów budować świat bez aplikacji, świat prawdziwych relacji (przestrzenie bez smartfonów) i kierować naszą uwagę na aplikacje rynków predykcyjnych (Polymarket, Kalshi), bo po FB, Instagramie i Whatsappie to będzie nowe narzędzie Mety w walce o globalną uwagę i wyrzuty dopaminy. Wiem co mówię.

Francisco Goya, Saturn pożerający własne dzieci, ok. 1819–1823

Czekaj, ale jest coś jeszcze

Wszystko przez to, że przeczytałem w Magazynie Pismo artykuł, który mnie na przemian cieszył i wkurzał. Tekst jest długi jak lista afer każdej władzy i pewnie mało kto przeczyta, a poza tym ma trochę słabych punktów i niepotrzebnej paniki. Dlatego napisałem własny program/manifest ochrony dzieci przed wampirami z Doliny Krzemowej, którzy chcą zjeść ich serca, oczy i neuroprzekaźniki. Może tlący się wciąż beef Mety z Brzoską pozwoli mi się przebić z tym potrzebnym przekazem. Bikoz, I've got a something to say..

Co robią dzieci na WhatsAppie?
Przemoc rówieśnicza. Pornografia. Presja na bycie podłączonym i nieustające FOMO. Dlaczego zgadzamy się na to,…

Bardzo długi artykuł, który trochę mnie wkurza, a trochę cieszy


UWAGA! Zrób te trzy rzeczy, aby uchronić swojego bombelka:

  1. Przejmij odpowiedzialność
  2. Nie ufaj i wyprzedzaj
  3. Buduj relacje i wspólnoty

Nic Ci to nie mówi? Bardzo dobrze, bo nie ma żadnych dróg na skróty, punktów do odhaczenia, prostych przepisów. Poświęć 20 rolek, aby jednak przeczytać więcej.


Przejmij odpowiedzialność

Musimy przyjąć dwa podstawowe założenia. Po pierwsze: Niwelowanie złych skutków cyfrowego świata to nasza odpowiedzialność. Za siebie, za powierzonych naszej opiece ludzi, za bliskich, którzy są mniej świadomi. Osobistych działań nie może spowalniać oglądanie się na działania regulatorów krajowych czy unijnych. Ich walka to będzie jak walka Heraklesa z Hydrą, ale bez pochodni. Kibicujmy ich wysiłkom, wykorzystujmy zdobycze, ale nie łudźmy się, że to kiedykolwiek ostatecznie załatwi temat. Nie załatwi i prawie zawsze będzie spóźnione, reaktywne. Po drugie: To nie jest sprawa dzieci, ale nas wszystkich. O ból głowy przyprawiają mnie eksperci, którzy ciągle opowiadają o istnieniu pokoleń cyfrowych i nie-cyfrowych, gdy tymczasem internet jest zawalony rolkami o tym, jak wyglądają rozmowy pomiędzy rodzicami na WhatsAppie, nasi ojcowie i babcie komentują na grupach Solidarni z... albo kompulsywne przewijają tiktoki. Trudno orzec, kto dziś jest bardziej narażony: nieśmiałe 12-nastolatki szukające przyjaźni w socialach czy samotne 70-ciolatki godzinami przeżywające pierwszy lepszy ragebait na jakiejś grupie. Smartfonów używają nadmiernie wszystkie pokolenia. Dzieci widzą rodziców siedzących w telefonach. Nie wmawiamy sobie, że nas to nie dotyczy, bo jesteśmy "przedcyfrowi".

Nie ufaj i wyprzedzaj

10 lat temu w mojej konserwatywnej bańce wielu ludzi polecało WhatsAppa (dla siebie i dla dzieci), bo "tam nie śledzą". Ja mówiłem, że to bzdura, bo obie aplikacje były już własnością Mety, a mnie dodatkowo śmierdziało to, że na WhatsAppie konto zakłada się na numer telefonu. To jest łatwiejsze niż rejestrowanie się przez email, a każda bariera, w której dziecko zwróci się do rodzica, jest na wagę złota. Świat jednak nie wierzy nerdom. Nie wiem, czy Meta sama rozpuszczała te plotki o WhatsAppie wśród konserwatywnej części społeczeństwa (tam gdzie statystycznie dzietność jest większa) czy było to samoistne paplanie, ale wiem, że w 2026 WhatsApp nie jest czatem, ale kompletną platformą społecznościową (kanały, relacje, grupy, dyskusje), do której jest bardzo przyzwyczajone jeszcze młodsze pokolenie.

Dlatego słuchaj mnie dzisiaj! Jeśli chcesz być krok do przodu, to rozmawiaj z dzieckiem o zakładach i bukmaherce. Mów im, że to jest kupa śmierdząca i obserwuj ruchy Mety, bo następny Instagram/WhatsApp to będzie plikacja, w której można robić zakłady "o wszystko" np. Czy Taylor Swift się rozwiedzie? albo Ile dronów będzie jutro lecieć na Kijów? Reklama z udziałem Sydney Sweeney, która akutalnie wywołała wzmożenie bogatych społeczeństw, to właśnie reklama jednej z platform rynków predykcyjnych Novig, w której zdaje się, że aktorka ma udziały. Także jak widać walka o to, które logo będzie wyrzucać więcej dopaminy się zaostrza. Ta walka toczy się o pokolenia, które dorosły w realiach ciągłego obstawiania wyników i postrzegania loterii jako normalnego sposobu zdobywania rzeczy (paczki kart, skrzynki w grach i w realu, dropy towarów to w istocie mechaniki hazardowe, tylko w ładnych papierkach). Tymczasem największym w mojej ocenie rakiem sociali jest influencerka upowszechniająca przekonanie, że zwykłe życie, zwykła praca, powolne budowanie własnego dobrobytu, to niewarte uwagi frajerstwo. Trzeba koniecznie poszukiwać dróg na skróty, zrobienia jakieś wielkiej kasy z "niczego" np. nagrywając rolkę czy obstawiając właściwy zakład. Na tych myślach i emocjach pływają i będą pływać aplikacje od rynków predykcyjnych, jeśli nie zostaną powstrzymane.

Artykuł w New York Times o tym, że Meta pracuje nad aplikacją typu "polymarket"

Niestety trzeba nadążać, choćby czytając teksty w czasopismach dla inteligencji i pisać o tym na FB/IG, żeby inni się dowiedzieli (Stalowe Szczury!). Jak wynika z tekstu w "Piśmie", wielu rodziców nie zdaje sobie sprawy, czym stał się WhatsApp, bo używa tylko jednej jego funkcji. A wiecie, kto zdaje sobie z tego sprawę? Unia Europejska. Surprise: UE może decydować nie tylko o krzywiźnie banana albo, że ślimak jest rybą, ale także o tym, że Whatsapp jest VLOPem. I choćby przyszło 1000 lobbystów i każdy zjadłby wszystkie rozumy i każdy nie wiem, ile słów gadał, że "ale skąd! w ogóle nie jesteśmy, weź się unia, komunis, jesteśmy takim malutkim komunikatorkiem, gdzie dzieci sobie czatują o kreskówkach", to i tak UE powie: "Jesteście". And I think, it's beautiful. Także: nie ufaj i wyprzedzaj. Jeśli wciąż masz obawę wierzyć nerd-om na temat tego "co będzie dalej", to poniżej odcinek podcastu od tzw. "liderek opinii" o aplikacjach z gatunku rynków predykcyjnych. BTW: Jak to przyjdzie do nas, to UE powie: "Jesteście po prostu kasynami, bukmacherką" i nie będzie nawet ich pytała o zdanie. Niestety w USA to nie jest takie proste i trwa w najlepsze szalony taniec pomiędzy amerykańskimi regulatorami, a Kalshi i Polymarket (Nie jesteśmy! Jesteście! Nie jesteśmy! Jesteście).

Buduj relacje i wspólnoty

Najbardziej mnie denerwuje w tych artykułach dla inteligencji jest uciekanie od ogólnej refleksji i siedzenie w wygodnej niszy "my dziennikarze tylko opowiadamy rzeczywistość". Choćby nawet cała opowiadana rzeczywistość krzyczała, jakie są przyczyny obecnej sytuacji, to w mediach dla "rozsądnych i wykształconych" i tak będzie strach te przyczyny wypowiedzieć. Technologiczna Oligarchia doskonale porusza się w magicznym imaginarium liberalnych demokracji i wie, jakie są tutaj zaklęcia niewybaczalne: "nie wolno mówić ludziom, jak mają żyć", "nie wolno niczego zakazywać". Tymczasem w mojej ocenie właśnie trzeba co nieco zakazać, aby stworzyć czasoprzestrzenie zupełnie bez ekranów i aplikacji. W tekście w "Piśmie" wypowiadający się eksperci z jednej strony szafują terminem "uzależnienie", a z drugiej drżą, że olaboga "ktoś chce zakazywać", jak można przecież to niewybaczalne. Wolno tylko tłumaczyć, wyjaśniać i uczyć dobrych praktyk. Uczyć dobrych praktyk, jeśli to uzależnienie? Co to za bzdura? Niech alkoholik się nauczy dobrze używać alkoholu. No nie, alkoholik ma się odtruć, zaprzestać jakiegokolwiek spożywania, a jego bliscy mają pamiętać, aby nie podawać, nie stawiać, stworzyć przestrzeń bez alkoholu. Tak samo jest z telefonami. Choć wbrew straszącym nagłówkom to, co się z nami dzieje, to są silne nawyki behawioralne, a nie uzależnienie od substancji, to detoks jest dobry, zakaz używania w szkole jest dobry, wyjazdy do lasu bez elektroniki są dobre. Każda zasada, która zmusza nas do spędzenia czasu inaczej, zapominania tych nawyków, jest dobra. Oczywiście trzeba także uczyć dobrych praktyk, uświadamiać. Sedno problemu nie jest to, że istnieją aplikacje, które stały się jednym ze sposobów komunikacji i kontaktów, ale to, że stają się sposobem dominującym, czasem jedynym znanym albo jawiącym się jako najlepszy, najbezpieczniejszy. I dalej... sedno problemu nie jest w tym, że pojawiło się nowe "życie w internecie", ale że stało się dla zbyt wielu ludzi życiem dominującym, a wirtualne reakcje są bardziej oczekiwane niż dobre słowo.

"Cudowne lata" pomimo wszystkich różnic wynikających z geografii i chronologii, doskonale przestawiały ideał dzieciństwa.

Remedium na te problemy, które się dzieją w telefonach, są prawdziwe codzienne relacje, zwykłe analogowe przyjaźnie, zajęcia, aktywności, w których elektronika nie odgrywa żadnej roli. To się nie stanie, jeżeli nie będzie przestrzeni bez ekranów. W tworzeniu takiej przestrzeni bardzo pomaga opóźnienie posiadania telefonu (moje dzieci dostawały telefon po 12 urodzinach), w opóźnieniu inicjacji pomaga także zakaz używania telefonów w szkołach, bo wtedy trzeba rozmawiać normalnie, Ci, co nie mają, nie czują się wykluczeni, a każde dziecko ma kilkugodzinny detoks. Jednak to nie wystarczy, trzeba jeszcze tę powstałą przestrzeń czymś wypełnić. W tekście w "Piśmie" Wojciech Glac, neurobiolog, mówi:

Z czasem ludzie zaczynają zaniedbywać wiele z podstawowych potrzeb, takich jak kontakty społeczne, bo mogą im się wydawać niewystarczająco satysfakcjonujące. Naturalne potrzeby przegrywają z ekranami.

Ten mechanizm wydawał mi się zawsze oczywisty, ale znowu opisując go "Pismo" (magazyn dla inteligencji) nie potrafi pójść dalej i powiedzieć ludziom, jak mają żyć, albo czegoś zakazać. A sprawa jest prosta: jeśli dzieci w trakcie jazdy autokarem na wycieczkę mają ze sobą rozmawiać albo patrząc się w szybę rozmyślać, przetwarzając wrażenia, to muszą telefony zostawić w domu. Inaczej oglądanie zawsze przegra z tymi zwykłymi aktywnościami. Jeśli w domu nie będzie zakazów (np. takich, że nie siadamy do stołu z telefonem), to zawsze przewijanie wygra z rozmawianiem, bo po prostu ze względu na reakcje neurobiologiczne jawi się jako bardziej satysfakcjonujące. Edukacja, świadomość zagrożeń tylko pomogą w przestrzeganiu i akceptowaniu takich zakazów. Nie ma się czego bać.

Na koniec najważniejsze: Nic nie zdziałamy, jeśli nie będziemy my sami budować ze swoimi dziećmi prawdziwych relacji i nie pomagać im w zbudowaniu prawdziwych relacji między sobą. To wymaga od nas rozmawiania z nimi, pytania, słuchania, poświęcania czasu na opowiadanie im swojego życia i słuchania o ich problemach. Nie wysyłaj starszym dzieciom fajnych filmików, ale w wolnym czasie połóżcie się razem i oglądaj razem z nimi, opowiedz, dlaczego Cię to śmieszy, wzrusza. Opowiadaj także dzieciom o swojej własnej rzeczywistości z ekranami: kiedy Cię wkurza, że przewijasz za długo (to dotyczy nas wszystkich), w jakiej dyskusji brałeś udział, co Cię zdenerwowało, jakie problemy macie w komunikacji ze znajomymi na czacie, jakie reklamy Cię ścigają i jak najwięcej o tym, że nie ufasz Technologicznej Oligarchii, platformom. W ten sposób, pośrednio przekażesz im wiedzę, a rozmowa o "sprawach, które wszyscy znamy", pozwoli zbudować głębsze relacje i zrozumienie. Jak mówi w Piśmie Marta Wojtas:

Co robić, by mówiły? Skoro świat online i offline to jedno, nie ma tu żadnej Ameryki do odkrycia – trzeba budować realne zaufanie, zapewniać poczucie akceptacji, a także okazywać prawdziwe zainteresowanie tym, co je spotyka również na cyfrowych falach rzeczywistości.

Chodźmy na skróty

Jeśli masz jeszcze chwilę, ale nie aż tyle aby przeczytać 10 tysięcy słów źródłowego artykułu, to wybrałem moim zdaniem najlepsze i najgorsze fragmenty.

Crème de la crème

Eksperci jak to ludzie czasem mówią rzeczy bardzo mądre, zacznijmy od nich.

Wojciech Glac

(...) Połączenie dążenia do dominacji z brakiem możliwości pełnego i łatwego uruchomienia obwodów związanych z empatią i mentalizacją może wyzwalać szczególną łatwość krzywdzenia innych w czasie interakcji przez komunikator

(...) W nieunikniony sposób prowadzą one [media społecznościowe] do podkręcenia mechanizmu porównywania się z innymi, i praktycznie nie ma szans, by nie odbiło się to na zdrowiu psychicznym, widzimy to we wszystkich statystykach.

(...) Kiedy dziecko komunikuje się z innymi ludźmi twarzą w twarz, jego mózg może w pełni korzystać z możliwości rozpoznawania emocji u rozmówcy, nie tylko kierując się sensem wypowiedzi, ale również mimiką, posturą, tonem głosu, dynamiką wypowiedzi i tak dalej. Jeśli maleje czas spędzony na komunikacji bezpośredniej na rzecz nasilenia komunikacji przez komunikatory, mózg ma po prostu mniej okazji do rozwoju funkcji społecznych. Dziecko albo nie rozwija ich w pełni, albo bazując na niepełnych danych, czyli nie mogąc wspierać się sygnałami niewerbalnymi, może błędnie rozpoznawać czyjeś oczekiwania, intencje czy oceny.

Dlaczego "dziecko"? Przecież to dotyczy każdego człowieka. Dorośli też mierzą się z tym problemem. Nawet jeśli się nauczyli w dzieciństwie, to dominacja komunikacji elektronicznej sprawia, że coraz mniej to pamiętamy, jesteśmy zagubieni.

(...) Im więcej komunikatora, a mniej kontaktu z żywym człowiekiem, tym większe ryzyko gorszego rozwoju zdolności społecznych, umiejętności współpracy, rozumienia stanów emocjonalnych innych ludzi.

(...) Bezpośredni skutek uzależnienia to trwałe obniżenie nastroju i anhedonia. Ktoś może nie być od razu jakoś bardzo zdołowany i zdemotywowany, ale wszystko, co robi – z tym na starcie obniżonym nastrojem – będzie mu się wydawało mniej motywujące i mniej atrakcyjne. – Z czasem ludzie zaczynają zaniedbywać wiele z podstawowych potrzeb, takich jak kontakty społeczne, bo mogą im się wydawać niewystarczająco satysfakcjonujące. Naturalne potrzeby przegrywają z ekranami. A badania wyraźnie pokazują, że im bardziej kompulsywne staje się korzystanie z urządzeń ekranowych, tym bardziej wzrasta ryzyko depresji i zaburzeń lękowych.

(...) Jeden z podstawowych problemów polega na tym, że komunikatory tworzą presję na natychmiastową reakcję.

(...) Opóźnienie wieku inicjacji ekranowej ma sens, by dziecko zdążyło nauczyć się różnorodnych form spędzania czasu, miało go na zabawę z rówieśnikami, rozwinęło umiejętności społeczne oraz poznawcze pozwalające na kontrolę emocji i zachowania.

Tego się nie da zrealizować, jeśli będziemy przestrzegali "przykazań liberalnej inteligencji", z których pierwsze brzmi: Nie będziesz niczego zakazywał, ale będziesz wszystko zawsze tłumaczył, aby zrozumieli. Tak jak wynika z wcześniejszych cytatów: dzieci, kiedy są małe, to są za małe, żeby sobie z tym poradzić i to zrozumieć. Bezpieczne wejście do cyfrowego świata wymaga wcześniejszego zbudowania dobrych, prawdziwych relacji, nauczenia się rozpoznawania emocji, doświadczenia tego, że prawdziwe, analogowe relacje dają większą satysfakcję niż lajki.

Maciej Dębski

(...) Jeśli tak się składa, że w tym życiu doświadczasz w klasie przemocy rówieśniczej, to doświadczasz jej już teraz cały czas – od świtu do nocy – na komunikatorach, w mediach społecznościowych, bez wytchnienia.

(...) To jest ich prawdziwa zmora, bycie ciągle podłączonym. Ciągłe czekanie na coś jest związane z wyrzutem bardzo dużego stresu. Dzieci i nastolatki oraz komunikatory to miłość ślepa i nieodwzajemniona. A może raczej zakochanie, stan psychozy? Powodują, że dzieci z wielu rzeczy rezygnują, by być ciągle dostępnym. Młodzi ludzie na warsztatach z edukacji medialnej często mówią mi o tym, że bardzo się denerwują, kiedy widzą, że ktoś odczytał ich wiadomość, ale nie odpisuje. Stres, który temu towarzyszy, jest tak duży, że niektórzy wyrzucają takie osoby ze znajomych, byle tylko nie czekać na odpowiedź.

Magdalena Bigaj

(...) Nic, co przeżywa twoje dziecko w sieci, nie jest wirtualne – ostrzega Bigaj.

(...)Rodzice często używają argumentu: moje dziecko będzie wykluczone. Rzeczywiście, będzie. Ale będzie też wykluczone z kontaktu z krzywdzącymi lub szkodliwymi treściami, obserwowania negatywnych wzorców zachowań – na przykład hejtu – i doświadczania przemocy seksualnej

(...) Internet jest dziś sterydem dla przemocy. Sprawia, że ma ona dużo większy zasięg

(...) Dzieci spędzają w przestrzeni internetowej nawet kilka godzin dziennie, co oznacza, że są dostępne nie tylko dla rówieśników, ale również dla osób, które zamierzają je skrzywdzić.

(...) W fundacji bardzo często spotykamy się z sytuacjami, w których dziecko doświadczające przemocy w grupie klasowej na WhatsAppie albo będące bohaterem jakiegoś poniżającego materiału na swój temat po prostu zmienia szkołę. I ja się nie dziwię, bo jeśli dorośli nie stanęli po jego stronie, nie zapewnili mu wsparcia, tylko zamietli sprawę pod dywan − dyrekcja czekała, aż rodzice się dogadają, wychowawca nie poruszył sprawy w klasie – poczuło się podwójnie zdradzone.

(...) Według raportu Młode głowy. Otwarcie o zdrowiu psychicznym opartego na badaniach przeprowadzonych w szkołach podstawowych (ponad 50 procent uczestników i uczestniczek) i ponadpodstawowych w całej Polsce – w sumie objęto nimi ponad 184 tysiące osób – około 53 procent uczniów i uczennic w trudnych chwilach zwraca się o pomoc do rodziców. A pozostali? Mało prawdopodobne, że szukają wsparcia w szkole – 43 procent uważa, że nauczycielom nie zależy na ich przyszłości.

Jednym z największych problemów, jaki mamy ze szkołą w PL, jest nie ten mityczny "pruski system nauczania", ale to, że szkoła niewiele wie o dzieciach, nie potrafi realizować własnych programów wychowawczych, a znaczna część kadry jest naiwna, nie ma pojęcia o świecie, nie jest zainteresowana działaniami. Jedyna nadzieja w naszych relacjach z dziećmi.

(...) Obarczamy dzieci zbyt dużą odpowiedzialnością. Nie powinniśmy wymagać od nich, by potrafiły poradzić sobie w świecie komunikatorów i mediów społecznościowych. Powinniśmy raczej zakładać, że w trudnej sytuacji sobie nie poradzą, zwłaszcza te młodsze, które w ogóle nie powinny z tych serwisów korzystać.

(...) I teraz coś, co mnie zaszokowało: w ponad połowie polskich domów nie ma żadnych zasad korzystania z internetu (za raportem Nastolatki 3.0).

(...) W Polsce średnia wieku pierwszego kontaktu z pornografią to 11 lat.

TO JAKA JEST, KU*WA, DOLNA GRANICA JEŻELI ŚREDNIA JEST 11 LAT? Pamiętam, jak QUEBONAFIDE występował w swetrze z logo PORNHUB, a wielkomiejskie libki cmokały: "super, fajne, ach, ach", bo odrzucamy pruderię. A teraz

Zupa cebulowa ze szczypiorem (KMWTW)

Eksperci jak to ludzie czasem plotą straszne głupoty. Nawet w czasopismach dla inteligencji są takie bzdury, że mózg się kurczy. Czytajmy krytycznie.

Artykuł wypowiedzi ekspertów przeplata wypowiedziami dzieci, które brały udział w spotkaniu zorganizowanym przez pismo "Kosmos dla dziewczynek". To jest pismo dla dzieci inteligencji, ludzi uważających się za bardziej rozsądnych, posiadających wiedzę. Szokujące jest, że w tej grupie 80% dzieci używa smartfonów przed 11 rokiem życia. Wychodzi na to, że ta grupa nie ma pojęcia o "naukowych" zaleceniach, ulega presji albo kupuje sobie smartfonami czas "bez dzieci". Frapujące. Absurdalne jest także referowanie rozmowy z 9-latkami jako "debaty", a także organizowanie tej "debaty" z totalnie klasowym doborem rozmówców. To jest tak antyinteligenckie, jak tylko możliwe.

Marta Wojtas:

(...) Niestety trzeba odbywać niekomfortowe rozmowy, podczas których nasze dorastające dzieci mogą przewracać oczami. − Musimy rozmawiać z nimi o tym, co pornografia nam robi. Że od tego można się uzależnić. Że konsumując takie treści, czujesz się z czasem coraz gorzej. To oczywiście jest cringe’owe, ale nie ma wyjścia. Musimy im też dać do zrozumienia, że zdajemy sobie sprawę z tego, iż różne przemocowe treści mogą do nich trafić przypadkowo. Zwiększy to szanse na to, że nam powiedzą, jeśli coś je zaniepokoi, bo łatwiej będzie im pokonać barierę wstydu.

Krindżowe to jest opisywanie normalnych powinności rodziców jako coś czego można uniknąć albo czegoś dziwnego. Ja nie wiem czy tam w uniwersum inteligenckiej inteligencji nikt nie czytał Durkheim'a? Powinnością dorosłych jest socjalizowanie dzieci, a z samej definicji dzieciństwa wynika, że nie są one w stanie jeszcze zrozumieć złożoności rzeczywistości i nierzadko ulegają niskim instynktom. Libki najpierw wytrąciły z rąk rodziców narzędzia wyznając bzdury propagowane przez Rousseau, a teraz zdziwieni, że jednak to trzeba robić. ODWAŻNIE socjalizujmy nasze dzieci z MIŁOŚCI do nich.

Maciej Dębski:

(...) Rozgra­niczenie między światem cyfrowym a realnym jest charakterystyczne dla pokoleń, które wychowały się jeszcze bez internetu i smartfona. − Młodzi nie dzielą świata na offline i online. Nazywam ich pokoleniem przepływowym, które płynie między jedną a drugą formą rzeczywistości. Dla nich to jest jedno życie.

W 2026 babcie potrafią się kłócić w komentarzach, a 50cio latkowie być obrażeni na rodzinę, bo ktoś poszerował nie tego polityka, a tu jakieś bajdy o istnieniu pokoleń, które "oddzielają świat offline od online". Nie ma czegoś takiego, to zaciemniające obraz rozróżnienia.

Magdalena Bigaj:

(...) Dzieciom trzeba mówić, że robienie takich żartów, przesyłanie nagich zdjęć czy filmów, może grozić wpisaniem do rejestru przestępców na tle seksualnym i to na 10 lat 
od momentu osiągnięcia pełnoletności. To jest realna konsekwencja, to może zaważyć na całym ich życiu

W jednej młodzieżowej piosence jest tekst, który dobrze podsumowuje odklejenie takich zaleceń: "jarała nas gangówa i to co nie jest święte". No i w ogóle jak to jest straszenie karą jest czymś co wolno robić, ojej. Niemniej nie sądzę aby to zadziałało.

(...) Prezeska ICO na rodzicach nie zostawia suchej nitki. – Jesteśmy przybyszami ze świata bez internetu i ciągle nam się wydaje, że nasze dziecko coś straci, jeśli nie będzie w nim obecne. 

O rety, nie znowu to! O kim ona mówi "jesteśmy"?? Rodzice dzisiejszych 9-ciolatków mają po 30 lat. Dorastali w latach '00. Kto jest tym przybyszem? Nie ma nikogo kto jest wolny od tych zagrożeń. Wszyscy siedzimy w tym razem.

(...) Kiedy dajemy 13-letniemu dziecku dostęp do WhatsAppa, możemy na przykład ustalić, że przez pewien czas pozostanie pod kuratelą, czyli będziemy razem przeglądać kanały, które tam śledzi. Albo wręcz możemy się umówić, że nie śledzi kanałów, tylko korzysta z niego jak z komunikatora, a nie medium społecznościowego.

To jest tak odklejone, że nie mogę uwierzyć. Skoro Technologiczna Oligarchia robi wszystko aby skupić naszą uwagę. Skoro używają nerobiologicznych chwytów aby nas przyciągnąć (kropeczki, zachęty itd), skoro jest presja społeczna na to aby śledzić, to w jaki sposób możemy UMÓWIĆ SIĘ, że dziecko na WhatsAppie nie kliknie ikonki kanały? To jakaś mrzonka. Fajnie jest rozmawiać z dzieckiem co śledzi i pokazywać sobie nawzajem rzeczy z internetu, to jest bardziej naturalne niż jakaś sesja "wspólnego przeglądania" kanałów z rodzicem.

(...) Na razie wiele szkół idzie po linii najmniejszego oporu, wprowadzając bezwzględne zakazy. − Jaki zakaz telefonów? A smartwatche? – oburza się Bigaj. – Za chwilę możemy sobie wyobrazić zupełnie inne urządzenia, które będą dzieciom towarzyszyć zamiast telefonu. My musimy je uczyć odpowiedzialnego korzystania z nowych technologii, a nie zakazywać. Smartwatch działa dokładnie tak samo jak smartfon – trzyma na dopaminowej smyczy. Jak przebodźcowane dzieci mają skupić się na lekcji?.

To co tu jest napisane stoi w zupełnej sprzeczności z wcześniejszymi wypowiedziami neurobiologa Wojciecha Glaca. Opisywane przez niego mechanizmy budowania patologicznych nawyków oparte na wyrzutach neuroprzekaźników NIE SĄ NEGOCJOWALNE. Nie da się ustalić "szkolnych zasad wyrzutów dopaminy". Wojciech Glac używa słowa "uzależnienie". Jeśli to jest uzależnienie, to o jakich zasadach jest tu mowa? Odpowiedzialne używanie heroiny? Zasady palenia papierosów? Śmieszna naiwność. Jeśli tak jak mówił neurobiolog: przewijanie jest łatwiejsze, świat cyfrowy zastępuje wszystko inne, bo daje szybką satysfakcję, dzieci nie uczą się człowieczeństwa, to jedyna nadzieja w stworzeniu przestrzeni gdzie tego w ogóle nie ma. Szkoła jest doskonałym miejscem aby to zrobić: dzieci tam muszą chodzić, muszą spędzić ileś godzin dziennie, rozmawiać, kłócić się, śmiać, bawić klockami albo kopać piłkę. Uczyć się analogowego życia, a także DOŚWIADCZYĆ tego, że prawdziwe relacje, przyjaźnie dają ostatecznie większą satysfakcję, choć czasem trzeba dłużej poczekać. Tworzenie przestrzeni gdzie telefonów po prostu nie ma jest dobre. Smartwache w tej chwili mają jednak bardzo ograniczone funkcje, a jeśli się rozwiną do autonomicznych urządzeń, to po prostu ich też trzeba zakazać w szkołach. Nie bać się i egzekwować.

Strasznie śmieszne jest w artykułach dla inteligencji, że eksperci muszą także zawsze powiedzieć o swojej zajebistości, o tym jak to właśnie oni "robią rzeczy". Może taka jest cena tych wypowiedzi, ale dziennikarka jednak mogłaby w takich miejscach dać ze trzy alternatywy.

(...) Od kilku lat Fundacja Dbam o Mój Za­sięg organizuje kolonie offline dla dzieci i młodzieży w wieku od 8 do 18 lat. Mają zajęcia z edukacji medialnej, psychologii, socjoterapeutyczne, dużo plastycznych – malowanie kamieni, obrazów, ale też układanie włosów. − Wiemy, że w 10 dni nie zmienimy ich nawyków, ale przynajmniej trochę sobie odpoczną od ekranów, ciągłego pisania, ciągłej dostępności.

O JEZU NAPRAWDĘ???? Genialny pomysł! Co roku odbywają się tysiące znacznie dłuższych wyjazdów, które robią organizacje harcerskie. Całe harcerstwo (bez względu na organizację) jest jedną wielką odpowiedzią na wszystkie problemy cyfrowego świata. Jest tam przyjaźń, głębokie relacje, spędzanie czasu na powietrzu, długie wyjazdy do lasów, naturalne środowisko wsparcia. No, ale w uniwersum "kosmosu dla dziewczynek" to są wyłącznie "skoszarowane dzieci w mundurkach" i to jest dopiero krindżowe.

(...) We wrześniu ICO opublikował poradnik o higienie cyfrowej dla szkół i przedszkoli, zachęcający placówki do podejścia „zasady zamiast zakazów”, by zmieniły swoją kulturę i pokazały, jakie wartości są dla nich ważne: rozmowa, koncentracja, szacunek dla innych.

Liberalny trzeci sektor zawsze się fleksuje, ile napisał poradników, raportów i zrobił konferencji. Chyba nie bardzo zależy mu na tym, żeby sprawdzić, czy te rzeczy mają jakikolwiek wpływ na rzeczywistość poza tym, że ktoś dostanie hajs, a inny pokiwa głową. Bigaj sama mówi, że rodzice, dorośli nie radzą sobie z patologicznymi cyfrowymi nawykami, ale uważa, że jak dostaną poradnik, to nagle ich oświeci i po prostu wdrożą te 5 ważnych zasad. O nauczycielach, którzy na lekcji siedzą w telefonach, są memy, rolki i skecze w kabaretach, ale pewnie to dlatego, że jeszcze nie przeczytali poradnika.

Ostatnia aktualizacja: wrzesień 22, 2026